|
Dmitrij Bierieziuk - „Czytam duszę jak książkę”
Od redakcji:
Już wkrótce minie 30 lat od momentu, w którym Dmitrij Haritonowicz Bierieziuk rozpoczął działalność w służbie dla Boga usługując bezcennym darem. Pan uzdrowił przez jego ręce tysiące chorych ludzi.
Główny redaktor
„Błagowiestnika” odwiedził brata Bierieziuka i przeprowadził z
nim wywiad. Rozmowa dotyczyła wielu zagadnień z życia duchowego: począwszy od metod walki z siłami zła, a na problemach w rodzinie i małżeństwie skończywszy. Każdy, kto szczerze pragnie być bliżej Pana, znajdzie w tym artykule wiele ciekawych informacji korzystnych dla duchowego wzrostu.
1995 r.
DLACZEGO LUDZIE CHORUJĄ?
Wiktor
Kotowski (główny redaktor). Nasz świat przeżywa trudne czasy:
niestabilność polityczną, ciężki kryzys ekonomiczny, niepewność
przyszłości. Sporo przykrości sprawiają nam choroby. Naukowcy
twierdzą, że w naszym kraju nie ma ani jednej osoby całkowicie
zdrowej wśród dorosłych obywateli. Niekiedy wysokie koszty
leczenia uniemożliwiają chorym pozbycie się najprostszych
dolegliwości, nie mówiąc już o ciężkich chorobach, nad którymi
oficjalna medycyna rozkłada tylko bezradnie ręce. Bóg oczywiście
ma moc, by uzdrowić każdą chorobę. Są też ludzie, których używa,
aby uzdrawiać innych. jednak nie każdy wierzący ma taką
możliwość. Biblia twierdzi, że trzeba mieć szczególny dar od
Pana. Nasi czytelnicy pytają: „Czy obdarowanie przez Boga nie
jest przypadkiem związane z jakimiś szczególnymi zdolnościami
człowieka, który otrzymuje dar?”
Chciałbym, bracie, byś powiedział naszym czytelnikom czy
posiadasz jakieś nadprzyrodzone zdolności, dzięki którym
dokonują się te cudowne uzdrowienia?
Dmitrij. Żadnych nadprzyrodzonych zdolności nie posiadam.
Jestem zwykłym wierzącym, jestem tylko świadkiem Chwały Bożej i
nie wiem dlaczego Pan wybrał właśnie mnie, ale jestem Mu za to
wdzięczny.
Wiktor. Czy chcesz powiedzieć, że uzdrowienie człowieka takim nadprzyrodzonym sposobem ani trochę nie zależy od Twoich
zdolności czy szczególnej chęci?
Dmitrij. Tak.
Wiktor. W jaki sposób Pan daje Ci zrozumieć swoją wolę o
uzdrowieniu?
Dmitrij.
Klękam na kolana, zaczynam się modlić i Bóg objawia mi. Czytam
duszę jak książkę. Wystarczy spotkać się z człowiekiem i już
wiem, jaki ma grzech, co robi, o czym marzy, czego oczekuje.
Niedawno byliśmy w Polsce i odwiedzaliśmy wierzących; jest tam
jeden brat, kaznodzieja, bardzo znana osoba. Spotkaliśmy się, a
Bóg od razu pokazał mi jego serce. Nawet trochę się speszyłem,
brat miał bowiem poważne grzechy. Co wtedy robić? Przecież Bóg
pokazuje serca nie dla zabawy, chce je leczyć. Wtedy zaczynam
mówić: „Czy wiesz, bracie, są takie grzechy w ludziach..., ile
robią krzywdy, ile dzieci Bożych straciło łaskę i jaka kara
czeka na tych grzeszników?” W taki sposób przeprowadzam lekką,
pozornie niezobowiązującą rozmowę. A ta osoba słucha i
zastanawia się. Powiedziałem do niego: „Przez ten grzech ludzie
nie będą mieli sukcesu ani w pracy, ani w życiu osobistym.”
Mówiłem do niego, mówiłem, a później on zwrócił się do mnie:
„Wiesz co, bracie, chodź ze mną” i prowadzi mnie przez miasto,
później za miasto, później drogą do lasu. Droga już się
skończyła, a my wciąż idziemy lasem. Było to na wiosnę, a są
akurat wtedy kałuże, błoto, wilgotny mech. Prowadzi mnie,
prowadzi, a potem pada twarzą w mech i zaczyna płakać: „Mój
drogi bracie, ja mam wszystkie te grzechy, o których mówiłeś,
otworzyłeś moje serce. Ciebie przysłał tutaj Bóg, żeby wybawić
mnie z tego bagna i teraz będę wyciągał wszystkie grzechy z
mojej duszy, wszystko takim jakim jest.”
Wiktor. Chwała Panu!
Dmitrij. I powiem wam, że takie wydarzenia czasami mają
miejsce. Niby pracował dla Boga, ale szatan związał go
łańcuchem.
Opowiem jeszcze jedno zdarzenie. Było to w Polsce: pojechaliśmy
do pewnej siostry, która przez wiele lat leżała chora, była
sparaliżowana. Już tyle różnych osób modliło się o nią, tylu
braci przyjeżdżało. Bracia byli nawet z Ameryki, ponieważ mąż
jej tam emigrował i zarabiał dużo pieniędzy, a jeżeli któryś z
sąsiadów wracał do Polski, kierował ich, aby odwiedzili żonę i
pomodlili się o jej uzdrowienie. Znajomy brat mówił: „Jeśli
chcesz, odwiedź ją, ale tam taka sprawa..., już wszyscy tam
byli”. Słuchałem głosu brata i zarazem głosu szatana. Od razu
zrozumiałem, że z tą siostrą dobrze popracował szatan i teraz
mocno ją trzyma w swoich kajdanach. Brat powiedział tak: „Jak
chcesz – możesz iść, jeśli nie, nie trzeba. I tak to nic nie
da.” Mówię więc do niego: „Wiesz, bracie, pójdę do tej siostry,
ale mam jeden warunek.” „Jaki?” – pyta. „Zanim zaczniemy modlić
się o uzdrowienie – odpowiadam – musimy odszukać korzeń
choroby.” I podaję mu werset z Pisma: „Baczcie, aby nikt nie
pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta
do góry, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się
inni” (Hebr. 12:15). Mówię do niego: „Jest taki korzeń,
który siedzi na wierzchu, a jest taki, co siedzi głęboko i to w
taki sposób, że robi wielką krzywdę. Trzeba go wyrwać, a wtedy
wszystko będzie w porządku.” „W takim razie, idziemy” – mówi
brat. I poszliśmy do niej, a ona siedziała na wózku więc
zaczęliśmy rozmowę. Wskazałem tylko na jeden jej grzech, a dalej
zaczęła wyznawać sama. Chwała Bogu! Powiedziała: „Słyszę, że
Chrystus jest tutaj obecny, nie mogę ukryć się przed Nim!” Po
pokucie poczuła ulgę w swoim sercu. Odpowiedziałem jej: „Chwała
Bogu! Jeżeli czujesz ulgę w sercu – wstawaj i idź!”, a ona
podniosła się i poszła. Alleluja!
Wiktor. Bracie Mitia, proponuję zanalizować, co to
jest choroba z duchowego punktu widzenia?
Dmitrij.
Kiedy Jezus uzdrowił kobietę, która miała ducha niemocy, była
zgarbiona i nie mogła się wyprostować, powiedział: „A tej
córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi,
czy nie należało uwolnić od tych więzów (…)?” (Łk.13:16).
Lekarze postawiliby tylko diagnozę: reumatyzm i koniec, a
Chrystus stwierdził: „szatan ją uwięził”. W Piśmie Świętym jest
wiele miejsc, które mówią o tym, że choroba jest od szatana.
Jest ich wielu, tych służących szatana, bardzo wielu.
Wiktor. Czy nie od złych duchów pochodzą choroby?
Dmitrij.
Oczywiście. Są choroby od duchów, ale są też po prostu choroby
ciała. Nawet podam przykład: znam braci, którzy wypędzali demony
z innego brata. Była to choroba podobna do padaczki: wywija
człowieka i rzuca o ziemię. Wypędzają, wypędzają, a nic się nie
dzieje. Kiedy przyjechałem i pomodliłem się, Bóg pokazał mi, że
„nie ma w nim żadnego demona”. Pytam: „Posłuchaj, bracie, może
kiedyś uderzyłeś się w głowę?” Odpowiada: „No tak, kiedyś
jechałem na rowerze i chciałem przejechać pod szlabanem.” „Od
kiedy masz takie napady?” – „Od razu się zaczęło, dwa, może trzy
tygodnie później”. Po takim wypadku jest potrzebne uzdrowienie
ciała, ale może wystąpić również choroba psychiczna. A bracia
nakazywali: „Wyjdź demonie! Wyjdź demonie!” Później sami się
śmiali. Tak to wygląda, kiedy bez objawienia zabiera się do
takich spraw.
Wiktor.
Jak wyglądają demony chorób? Czy miałeś okazję zobaczyć je?
Niektórzy twierdzą, że wyglądają jak żywe stworzenia, mają
organy ruchu, głowę i oczy.
Dmitrij. Też słyszałem o tym, ale nie widzę ich. Bóg
pokazuje mi po prostu, jaką chorobę ma osoba, przyczyny tej
choroby i gdzie trzeba nałożyć ręce. Bóg mówi również, w jaki
sposób mam zastosować władzę duchową. Przepływa przeze mnie moc
Pana i zaczynam działać.
Wiktor. Bracie Mitia, widzimy jak wielu ludzi cierpi przez
moc szatana. Powiedz mi proszę, kiedy zły duch wchodzi w
człowieka, czy jest w tym wina samego człowieka? Innymi słowy:
żyję na przykład czystym życiem, a on doczepił się. Czy tak może
być?
Dmitrij. Nie, tak być nie może. Opowiem jedno zdarzenie.
Kiedyś przyszli do mnie i powiedzieli o jednej siostrze, że jest
w niej demon. Jeżeli jest opętana, będziemy się modlić.
Zainteresowałem się tym, jak ma na imię demon. Pytam go: „Zły
duchu, w imieniu Jezusa Chrystusa powiedz, jak masz na imię?” i
dał mi odpowiedź.
Wiktor. Czy może odmówić odpowiedzi?
Dmitrij. Nie! Stoi przed sługą Boga i jest zmuszony do mówienia
prawdy. Po raz pierwszy spotkałem takiego ducha. Pytam: „Przez
jaki grzech wszedłeś w tego człowieka?” I dał mi odpowiedź.
Mówię do niego: „Czy znasz Jezusa Chrystusa?” Odpowiada: „Znam.
Wyrządził mi wiele złych rzeczy.” „Jakie zło ci uczynił?” Mówi:
„Oddzielił ludzi ode mnie i nie pozwala mi dotykać Jego dzieci”.
„W takim razie jak wchodzisz w nie?” On odpowiada: „Spójrz na
młodzież waszą, jakie ubrania nosi i jak wypełnia słowo swojego
Pana.” Dalej go pytam: „Czy wiesz, gdzie jest twoje miejsce?”
Odpowiada: „Wiem, gdzie jest moje miejsce. Miejsce moje jest w
piekle, ale zanim tam trafię, zrobię jeszcze wiele złych
rzeczy.” To dlatego widzimy zło.
Wiktor. Powiedz, bracie, jak odbywała się ta rozmowa?
Dmitrij. Ten duch oszpecił siostrę, wykręcił jej twarz,
wszystko wykręcił i zaczął przez nią mówić, jak przez rurę, jej
ustami. Ona tego nie rozumiała, nie była tego świadoma.
Wiktor. Uważasz więc, że demon nie może wejść w człowieka,
tak po prostu, bez przyczyny?
Dmitrij. Tak. Uważam również, że choroba jest od złego
ducha. Musi być jakaś przyczyna.
Wiktor. Inny przykład: był człowiek w świecie, robił jakieś
grzechy i to się w nim zagnieździło, potem taki człowiek
nawrócił się i zaczął chodzić w świętości. W jaki sposób to się
odbywa ? Czy jest możliwe, aby zły duch mieszkał w świętości?
Dmitrij. Może mieszkać bardzo długo. Kiedy dusza przychodzi
do Boga potrzebuje dezynfekcji, oczyszczenia, oczywiście w
sensie duchowym.
Wiktor. Czy uważa brat, że pokuta podczas kampanii
ewangelizacyjnych nie wystarcza? Takich ewangelizacji, podczas
których ludzie wychodzą setkami, by modlić się i pokutować?
Dmitrij. Nie bardzo wierzę, że te setki pokutują szczerze.
Jest to pokuta jednorazowa, bo gdyby to była szczera pokuta,
mielibyśmy sto razy więcej wierzących, niż jest w
rzeczywistości. Nie mam nic przeciwko wielkim kampaniom
ewangelizacyjnym i nie mam nic przeciwko masowej wierze. Jestem
jednak za tym, by kościół miał pewną duchową ochronę. Podobnie
jest w pszczelim ulu, tam przy wejściu stoją strażnicy, którzy
sprawdzają każdą pszczołę. Jeżeli pojawia się obca pszczoła,
zabierają ją na bok, odgryzają jej skrzydła i koniec. Bardzo
staranny porządek. Z każdą duszą, która się nawróciła, trzeba
pracować bardzo skrupulatnie i uważnie. Nie chcę powiedzieć, że
w kościołach tego się nie robi. Robią, ale nie wszędzie i często
bardziej ze względów formalnych. Uważam, że podczas głębokiej
rozmowy trzeba dostać objawienie od Boga, który otwiera serce
człowieka i podpowiada, co robić. Jeżeli jest to kaleka duchowy
lub chory, trzeba przeprowadzić – jak twierdzą lekarze – badanie
duszy. Wiecie, teraz rodzi się dużo duchowych niemowląt, jest
wielu takich ludzi, którzy pomagają im się narodzić, jednak
zdecydowanie mniej jest niań. Dlatego niemowlęta rodzą się, ale
zaraz umierają. Sądzę, że kiedy dusza przyjęła Jezusa Chrystusa
i pokutowała, trzeba ją doprowadzić do tego, żeby została
ochrzczona Duchem Świętym. Kiedyś przyjechały do mnie dwie
kobiety oraz kierowca i przywieźli chorą. Zupełnie niewierzące
osoby. Przyjechali, jak do jakiegoś czarownika, bo ktoś im
powiedział, że niby uzdrawiam. Ubrane według mody, umalowane.
Najpierw wytłumaczyłem kim jestem, potem opowiedziałem o Bogu, o
wierze, dlaczego jest potrzebny chrzest, jak bardzo kocha nas
Pan, i co otrzymaliśmy od Niego. Były zdziwione: „Czy jest to
możliwe, że są tacy ludzie na świecie?” „Są – odpowiadam – za
pięć minut możecie być również wśród nich!” Odpowiedziały: „Tak?
Chcemy!” Wówczas opowiedziałem im o raju i piekle, o Duchu
Świętym i zbawieniu. „I co – mówię – chcecie, aby Pan ochrzcił
was Duchem Świętym?” „Chcemy!” Pierwszym warunkiem, aby Bóg
wziął osobę w swoje ramiona, jest szczera modlitwa. Później
zaczęliśmy prosić o chrzest w Duchu Świętym i kiedy
kontynuowaliśmy modlitwę, Bóg ochrzcił najpierw tę kobietę „przy
kości”. Podniosła się z kolan pełna podziwu i powiedziała:
”Wiecie gdzie byłam?” „Gdzie byłaś siostro?” „Już wiem wszystko,
byłam w niebie! Słyszałam słowa Boże: <<Wychwalaj mnie!>> Bóg
jest! Bóg jest!” Wykrzyknęła to tak radośnie i wybiegła na
zewnątrz. Wiem, że ludzie w takim stanie mogą biegać i chwytając
przechodniów za ręce wołać: „Bóg jest! Bóg jest! Widziałam go!”
Ludzie pomyśleliby, że ma coś nie tak z głową. Nie było jej
10–15 minut i zacząłem się martwić, a ona wbiega zadyszana, nie
mogąc złapać tchu. „Wiecie, ludzie się zmienili! Bóg jest!”
„Widzicie to? Już się zmienili dla niej ludzie.” Druga kobieta
patrzy na nią z przerażeniem: „Ciebie Bóg ochrzcił Duchem
Świętym, a ja co mam zrobić? Też będę się modlić. Chodź,
pomodlimy się!” Także i ją ochrzcił Pan. Kiedy obie zostały
ochrzczone Duchem Świętym, dowiedziały się, co to jest łaska
Pana. Uścisnęły się i pocałowały, a wyglądały, jak gdyby po raz
pierwszy się zobaczyły. Teraz przyjaźń ich jest inna. Potem
poszły do tej chorej i powiedziały: „Dzięki Bogu za Twoją
chorobę. Przez to poznałyśmy Boga!” I Bóg uzdrowił wszystkie
trzy kobiety. A jedna z nich powiedziała: „Co mam robić, dostaję
dużo pieniędzy.” Widzicie, dopiero co poznały Boga i od razu
przed nimi powstało pytanie, co zrobić z brudnymi pieniędzmi.
Pytam: „Jakie pieniądze? Skąd je bierzesz?” „Pracuję w
restauracji, co mam robić z takimi pieniędzmi?” Mówię: „Oddaj
biednym”. Widzicie to, kiedy w człowieka wchodzi Duch Święty,
człowiek osądza samego siebie. Kiedy wyjeżdżały, nie
powiedziałem im nawet: ubierajcie się tak i tak, nie noście tego
i tego, tego nie zażywajcie, chociaż warto było, bo dość mocno
były umalowane. Po prostu zapomniałem przez te wszystkie
wydarzenia, nawet nie powiedziałem im do jakiego kościoła trzeba
iść. One pojechały do domu, zaczęły szukać zboru i trafiły do
baptystów, a tamci zobaczyli, że się modlą językami i wiecie, co
się stało?
Wiktor. Zostały wygnane?
Dmitrij. Tych baptystów – a było ich 20 – Bóg ochrzcił
Duchem Świętym dzięki tym siostrom! Chwała Mu! Później piszą do
mnie list: „Bracie, przyjeżdżaj do nas, jest nas już większa
grupka.” Przyjeżdżam i nie poznaję moich znajomych kelnerek.
Ubrane skromnie, w chustkach, spokojne, łagodne, po prostu nie
do uwierzenia! I nie ja to zrobiłem! Zrobił to Duch Święty!
Kiedy Duch Święty zajmuje serce człowieka, zaczyna nim kierować
i wskazywać, co jest dobre i święte. On również chroni duszę
ludzką przed demonami i siłami zła. Chwała Panu!
|