|
„Czy nie wiesz? Czy
nie słyszałeś?
Bogiem wiecznym jest Pan,
Stwórcą krańców ziemi.
On się nie męczy i nie ustaje,
Niezgłębiona jest jego mądrość.
Zmęczonemu daje siłę,
A bezsilnemu moc w obfitości.
Młodzieńcy ustają i mdleją,
A pacholęta potykają się i upadają,
Lecz ci, którzy ufają Panu,
Nabierają siły,
Wzbijają się w górę na skrzydłach
Jak orły,
Biegną, a nie mdleją, idą, a nie
ustają.”
(Izajasz 40,28-31).
Mam na imię Grzegorz, mieszkam w
małej miejscowości obok Buska Zdroju. Chociaż moi rodzice żyją, od dzieciństwa
wychowuje mnie babcia Helena. To ona właśnie od najmłodszych lat uczyła mnie
podstawowych prawd o Bogu.. gdyż w naszej rodzinie Bóg zawsze był bardzo
ważny, choć wydaje mi się, że wtedy nikt tak naprawdę nie pojmował Jego osoby.
Prawda wiedziałem, że istnieje, że nam pomaga, że mogę na Nim polegać.. ale
nie rozumiałem Go. Wszystko zaczęło się zmieniać jak nawrócił się mój wujek
Ryszard i przekazał nam prostotę ewangelii, miałem wtedy 10-11 lat, wkrótce
nawróciła się moja babcia. Zarówno dzięki babci jak i wujkowi zacząłem
poznawać Boga coraz lepiej, czytać Biblię, wiedziałem co Pan uczynił dla mnie
na krzyżu, miałem w swoim życiu dowody jego pomocy, miłości, jednak jeszcze
wciąż obawiałem się przyjąć go do swego serca.. nie chciałem podejmować decyzji
pochopnie, wydawało mi się, że wciąż nie jestem godzien przyjąć tak wielkiego
dowodu miłości Boga dla nas ludzi - ofiary Jezusa.
Dzięki tej świadomości, że Bóg nade
mną czuwa i mnie obserwuje, starłem się tak prowadzić swoje życie, by go nie zasmucać..
nie miałem żadnych nałogów, i nie chciałem nikogo skrzywdzić.. lata upływały a
ja wiedziałem, że to nie wystarczy, że będę starał się być dobrym człowiekiem,
że to nie wystarczy bym mógł być zbawiony, musiałem podjąć decyzję.
I nadszedł czas na mnie. Było to
pewnego sierpniowego dnia. Oglądałem właśnie program o nawracających się Żydach
w Izraelu, kryzysie wiary, program kończył się wypowiedzią pewnej młodej
kobiety, opowiadała kim jest dla niej Jezus, mówiła o Jego miłości. Chociaż już
kilka razy słyszałem podobne świadectwa, nigdy żadne nie poruszyło mnie, aż w
taki sposób. Do dziś słyszę jej słowa: ”Ja już nie potrafię bez Niego żyć” i to
było właśnie to, tak jakbym dostał pstryczek od Pana, wiedziałem, że to właśnie
ten moment, poczułem szczere pragnienie w sercu i stało się.... pomodliłem się
i oddałem Mu wszystko.
I od tego czasu kroczę za Panem, a
Pan niezwykle mnie kształtuje, łamie granice mego serca.. pokazuje jak można
czuć jego sercem.. wiem, że ciągle jest ze mną... to wspaniale obudzić się rano
i móc od razu z Nim porozmawiać, móc powiedzieć Mu dziękuje za życie.. dziękuję
za to, że widzę... dziękuję, że wciąż przy mnie jesteś... nie wyobrażam sobie
nie mieć Boga.. nie mieć największego z Przyjaciół.. moje życie było by bez
sensu... bez celu.. a teraz to wszystko mam i nikt nie jest w stanie mi tego
zabrać... to największy dar jaki mogłem od Boga otrzymać.. Samego Jezusa w moim
sercu i oczywiście związaną z tym świadomość zbawienia i życia na wieki z Nim
po śmierci.. i mimo, że czasem upadam i popełniam grzech wiem, że zaraz mogę
się do niego zwrócić.. przeprosić, że znów sprawiłem mu przykrość.. a On wtedy
prawdopodobnie patrzy na mnie, uśmiecha się i mówi: „Jakie znowu?? Przecież ja
nie pamiętam twoich starych grzechów.. masz u mnie czyste konto..”
I tym bardziej nie potrafię
zrozumieć Jego miłości... jest tak cudowna że zawsze będzie zaskakiwała... jest
inna od wszystkich znanych rodzajów miłości. To nie miłość kobiety do
mężczyzny.. to nie miłość matki do dzieci... to niepojęta niewiarygodna
głębia... to cos czego pojąc nie można ludzkim umysłem.. tą miłość czuje się
całym sercem.. przenika każda cześć ciała... przenika dusze.. sprawia ze
cieszysz się życiem z nim Bogiem.. ze pragniesz takiego życia .... bo Bóg jest
jak wiatr.. nie widzisz go, ale czujesz... czujesz cud i piękno... powiew
świeżości.. radość... i tą niezwykła miłość.. której masz tak wielki ogrom że
pragniesz się nią dzielić z każdym człowiekiem...
Bóg jest cudowny... a jego moc jest
nadzwyczajna.. zmienia mnie każdego dnia.. bym mógł być bliżej Niego...
kształtuje moją osobowość.. daje siłę, bym stawał się lepszy... pogłębia moją
miłość i współczucie do bliźnich... każdego dnia otwiera szerzej moje duchowe
oczy.. bym mógł patrzeć na świat z Jego perspektywy.. Już nie chcę robić mu
przykrości.. nie chcę żyć dla siebie.. bo On jest godzien wszystkiego.. bo On
tam na krzyżu na Golgocie w chwili śmierci myślał również o mnie.. umarł
również za moje grzechy.. bym mógł żyć wiecznie..
I dopóki będę żyć,
Póki tchnienie w sercu mam,
Chcę dziękować Boże Ci,
Moje serce Tobie dam.
I choć słowa małe są,
Chcę otworzyć usta swe,
Niech popłynie chwały pieśń,
Jezu chcę uwielbiać Cię..
Tak więc, cóż ja mogłem Mu dać za tak
wielką łaskę.. przecież On wszystko ma.. jedno jest pewne oddałem Mu serce...
życie... swoją miłość.. i siebie...
Grzegorz.
Napisz do mnie jeśli masz pytania.
|